Autor:
Marcin Kula

Człowiek w dziejach: jednostka w gromadzie czy samotny w tłumie?

fragment artykułu

Człowiek kształtował się jako jednostka stadna. Przez wieki po prostu nie przeżyłby w pojedynkę. Dziś nawet ludzie z różnych powodów samotni nie żyją przecież dosłownie sami – w nieskończonej liczbie spraw współdziałają z innymi. Kultura może jednak w  różnym stopniu akcentować wspólnotowość. W cywilizacji staropolskiej ludzie żyli w  kulturze  wyraźnie kolektywistycznej. Szlachta była przekonana o wspólnym  pochodzeniu (od Sarmatów) i uważała się za spokrewnioną między sobą. Powiedzenie  "panie bracie” padało nie tylko przy spotkaniu rodzonych braci.  Wymyślone braterstwo można było wzmocnić koncepcją „rodu herbowego” –  poczuciem szczególnej bliskości rodzin choćby tylko legitymujących się tym samym  herbem. Na co dzień wzmacniano jedność gromady różnymi zwyczajami, na przykład obecnością rezydentów w domach bogatszych szlachciców, uczestnictwem w  sejmikach, wspólnymi biesiadami, wzajemnymi wizytami. Zresztą przy ówczesnym  stanie techniki, aby załatwić najbłahszą nawet sprawę, choćby zorganizować wymianę  myśli, trzeba było się zobaczyć, a przy okazji coś zjeść, wypić, odpocząć przed dalszą drogą. Charakterystyczne dla bliskości szlachty, zarazem podtrzymujące tę bliskość,  były pocałunki, wymieniane także między mężczyznami. Całowali się „w policzek, w  rękę, w ramię, nawet w brzuch” (Davies 1989, t. 1, s. 321). To ostatnie trudno sobie  dziś wyobrazić, ale, widać, jakoś wówczas dawali sobie radę.

Pobierz cały artykuł w formacie .pdf